Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
20 postów 156 komentarzy

w poszukiwaniu ciągu dalszego

bjes - Kiedy dobro zwycięży - to też będzie koniec świata.

Europejskie wartości brukselskiego zboczeńca.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Podobno stoi w Talmudzie: "Biada pokoleniu, którego przywódcą jest kobieta." Nieważne czy wy w to wierzycie, ważniejsze czy oni wierzą.

Laurence J. Peter jest twórcą "Zasady Petera". Wraz z Cyrylem Northcote Parkinsonem (i jego Prawem Parkinsona) stworzyli fundamenty wiedzy o organizacjach formalnych typu biurokratycznego. Sam Peter nazywał tę dziedzinę "hierarchologią".

Wielu autorów przyczyniło się następnie do powstania zbioru "Praw Murphy'ego", mamy też i polski wkład w postaci "ogólnej teorii niekompetencji". To wciąż jednak wiedza stanowczo niedoceniana i zaniedbana, za co dziś płacimy i to niewymierną cenę. Nie ma narzędzi stwarzających możliwość naprawy "Brukseli". Można ją tylko zutylizować, co dostrzegli już Anglicy.

Pisałem wcześniej o "zboczeńcu Petera" czyli o aktualnym stanie Unii Europejskiej. Jako organizm biurokratyczny osiągnęła stadium organizacyjnego "zboczeńca Petera". Czyli zboczyła z linii łączącej środki i cele, stawiając wewnętrzny biurokratyzm wyżej niż jej efektywne usługi. Krótko i po ludzku: tak jebło jej w dekiel, że siebie samą i wykonywane czynności uważa za ważniejsze od szkód jakie wyrządza. Niewykluczone że ich nawet nie dostrzega.

"Zboczeniec Petera" jest destrukcyjną formą "automatu zawodowego". Automat zawodowy stracił już świadomość użyteczności (zewnętrznej) i działa dla działania, sam dla siebie. Jeśli jeszcze w ogóle dostrzega rzeczywistość zewnętrzną, to jako dodatek do siebie samego. Sam Laurence J. Peter ujął to następująco:

"Dla automatu zawodowego jest jasne, że środki są ważniejsze od celów; papierkowa robota ważniejsza jest niż cel, dla którego początkowo ją stworzono. Automat zawodowy nie myśli już o sobie, że istnieje po to, aby służyć publiczności; on uważa publiczność za surowiec, który służy do utrzymania jego, do zachowania form,rytuału i hierarchii!"

"Automat zawodowy nie umie, jak widzieliśmy, zdobyć się na własne zdanie. On zawsze słucha, nigdy nie decyduje. Lecz to właśnie z punktu widzenia hierarchii uważane jest za kompetencję, a zatem Zboczeniec Petera nadaje się do awansu. Będzie wciąż wznosił się wyżej, dopóki jakimś zrządzeniem losu nie otrzyma stanowiska, na którym będzie musiał podejmować decyzje. Tutaj osiągnie swój szczebel niekompetencji."

Dla Laurence J. Petera "automat zawodowy" i "zboczeniec Petera", były pojęciami stosowanymi zamiennie. Nie uważam za swój wkład potrzebę rozdzielenia tych pojęć. To zasługa życia. Dziś widzimy dookoła pełno automatów zawodowych, wyjątkiem wręcz są biurka przy których jeszcze widać urzędnika. W skrajnych przypadkach, kiedy automat zawodowy nie tylko nie wykonuje użytecznej pracy, ale wręcz szkodzi swoją pracą - wtedy mamy "zboczeńca Petera".

Czy Unia Europejska już u swego poczęcia była przewidziana na "zboczeńca Petera", czy dokonano "marszu ppzez instytucje", "wrogiego przejęcia", czy też to wina wszystkich stawiających przed urzędnikami przerastające ich zadania - nie jest tak istotne jak fakt, że już się dokonało.

Urzędnicy zastąpili polityków. Aparat biurokratyczny wciela w życie dyrektywy i robi to beznamiętnie, upierdliwie, ale nieubłaganie. Politycy mogą sobie swobodnie i bez konsekwencji pogadać, spokojni o bezkarność i apanaże. Szczególnie Niemcom takie rozwiązanie odpowiada. Nie byłoby Niemiec, gdyby nie wielopokoleniowa selekcja drylem i ordnungiem. Franz Kafka przedstawił to wyraziście. Zwłaszcza jego "Proces" nie pozostawia złudzeń co do wartości cenionych przez biurokratów.

Biurokrata podejmuje decyzje, ale nie według widzimisię. Ograniczony jest odgórnymi dyrektywami. Wiele dzisiejszych problemów przyczynę ma w przekroczeniu kompetencji przez decydentów których "przemsknięto" o wiele za wysoko w społecznej hierarchii. Dziś nie chodzi mi o tych z Gdańska, a o tych w Brukseli, dokładniej - tam oddelegowanych. Ale dla chronologicznego ordnungu cofnijmy się nieco w czasie.

W 1991 roku wygadał się David Rockefeller, co zauważono i interpretowano. Wysiłkiem solidarnych i posłusznych mediów, sprawę zamieciono pod dywan i wyciszono. A niepokornych oznakowano jako "oszołomów od teorii spiskowych". Przecież wszyscy wiedzą że spisków nie ma. Juliusz Cezar po prostu kilka razy upadł na niefortunnie leżący rylec. Ale nie o Cezara idzie, a o Rockefellera i jego słowa.

"Znajdujemy się na pograniczu globalnej przemiany. Wszystko czego potrzebujemy, to odpowiedni kryzys, a narody zaakceptują Nowy Światowy Porządek."

W czasie gdy wypowiedział te słowa Wolfgang Schauble leczył się po zamachu na swe życie. Oficjalna wersja mówi że "w czasie spotkania wyborczego w Oppenau został dwukrotnie postrzelony (w szczękę i rdzeń kręgowy) z rewolweru przez chorego psychicznie mężczyznę". Leczył się i nie całkiem wyleczył. Przykuty do wózka inwalidzkiego, zrezygnował z funkcji ministra spraw wewnętrznych w gabinecie Kohla. W którym wcześniej był ministrem do spraw nadzwyczajnych oraz szefem Urzędu Kanclerza Federalnego. W tym samym gabinecie Angela Merkel, o której rok wcześniej mało kto słyszał, pełniła funkcję ministra do spraw kobiet i młodzieży.

Schauble z polityki się nie wycofał. Uważany za następcę Kohla, przewodził chadekom od jego ustąpienia aż do swojej wtopy. Udowodniono mu przyjęcie co najmniej jednej łapówy od międzynarodowego handlarza bronią i lobbysty Karlheinza Schreibera. Zarzutów karnych mu nie postawiono, ale ustąpił przewodzenie chadekom Angeli Merkel. Pozostał jednak w polityce i przeczekał. Od 2005 roku Shauble może i w wózku, ale jednak jest znowu "w siodle".Najpierw ministrem spraw wewnętrznych Merkel, a od 2009 ministrem finansów.

Postać zdecydowanie niedoceniania i warta uwagi, ale chodzi nie o niego samego, a o to co wygadał. Jak i z Rockefellerem - sprawę rozwodniono i wyciszono. Zapomniano. Jednak nowe wydarzenia nowego blasku jej nadają. Cóż więc wygadał Herr Finanzminister Schäuble jeszcze przed 2013 rokiem?

"W związku z globalizacją potrzebujemy innej formy międzynarodowego rządu niż państwo narodowe. Państwo narodowe już sto lat temu osiągnęło granice odnośnie monopolu regulacyjnego, a dzisiaj tworzymy coś nowego. Dość mozolnie, ale nie bez nadziei. Uczyć się możemy z naszych błędów i pomyłek i dlatego jestem wobec wszelkiego pogorszenia się kryzysu całkowicie zrelaksowany. Ponieważ jeśli kryzys się nasili, wtedy nasilają się możliwości przeprowadzenia zmian."

(Jakby ktoś chciał popatrzeć i posłuchać)

Że dość mozolnie i uczą się na błędach potwierdza wcześniejsza wypowiedź Schauble. W 2008 w związku z kryzysem finansowym spowodowanym upadłościami bankowymi zapowiadał:

"To historyczny kryzys, o którym będą czytać w książkach przyszłe pokolenia."

Tylko że wtedy był jeszcze nie ministrem finansów, a ministrem spraw wewnętrznych. Fakt że u Merkel i widać że się człowiek doczekać nie może na utęskniony kryzys o wymiarze historycznym.

Wypowiedź Schauble znakomicie oddaje istotę "niemieckości", rzekłbym nawet że smakuje po nordycku. Tu nie chodzi o jakieś narodowe dyrdymały, nie chodzi o żadne "wspólne sprawy", czy jakiekolwiek ody do wolności, czy radości. Monopol regulacyjny. Chodzi o zarządzanie, anschlussy, podbój i okupację. Jak się da - to bezkrwawo, a jak się nie da - to trudno...

Gdyby ktoś przeoczył - tego nie powiedział komisarz Unii Europejskiej, to powiedział skorumpowany minister finansów i były minister spraw wewnętrznych IV... (ależ te paluchy wyrywne), znaczy się Bundesrepubliki.

Komisarz jest tylko urzędnikiem. A urzędnicy są od biurokracji, wdrażania otrzymanych wytycznych w życie. Od stawiania celów i wytycznych to oni mają kogo innego. No... Właśnie... Kogo?

Radę Europejską Tuska? Komisję Europejską Junckera? Komitet Ministrów Rady Europy? Radę Unii Europejskiej?

Na teoriach zarządzania wielu ludzi robi kariery i pieniądze. Teorie władzy rozwijają się razem z historią człowieka. Faktyczna gmatwanina i co jeden rabin zakręcił, to drugi pokręcił. Ale jedno jest pewne: wiedza może być rozproszona (częściowa), zarządzanie może być cząstkowe, ale władza nigdy - bo ją diabli wezmą. Rozmywanie władzy może służyć tylko jednemu - usunięciu z pola widzenia jej prawdziwego ośrodka. Seneka Młodszy ujął to słowami "Nie ma na tronie miejsca dla dwóch osób", triumwiraty też długo nie trwają.

Co najistotniejsze w wypowiedzi Schauble: "jestem wobec wszelkiego pogorszenia się kryzysu całkowicie zrelaksowany. Ponieważ jeśli kryzys się nasili, wtedy nasilają się możliwości przeprowadzenia zmian."

Czy ktoś widział żeby biurokraci z Brukseli stresowali się sytuacją Europy zalewanej przez emigrantów i zamachy terrorystyczne? Oczywiście poza laniem wody po każdym kolejnym zamachu - po którym dalej nic się nie zmienia. Żadnych realnie skutecznych działań, wyłącznie pozorne. Robią swoje zgodnie z dyrektywami. I oczywiście "wartościami europejskimi".

A jakież one są te wartości? Te zapisane w Traktacie o Unii Europejskiej? Czy te biurokratyczne?

Tak naprawdę to widzicie jakiś skutek działania Brukseli związany z wolnością, równością, poszanowaniem, tolerancją, godnością, niedyskryminacją?

Uciekają agresywni Arabowie przed policjantami, czy raczej policjanci przed Arabami? Tolerancja ma służyć gwałcicielom i awanturnikom, czy spokojnym Europejczykom? Poszanowane mają być prawa emigrantów do zamieszek włącznie, choćby i kosztem Europejczyków i ich mienia? Niedyskryminowane mają być prawa emigrantów do narzucenia swojej religii Europejczykom, nawet kosztem prawa Europejczyków do zachowania własnego wyznania?

Czy raczej o zupełnie inne wartości tu chodzi? O wartości biurokracji, która wyrwała się spod kontroli i dyktuje swoje warunki nie wiedzieć na jakiej podstawie...

- Czy można przeoczyć brak sprawnego działania biurokracji wobec nieprzewidzianego w przepisach zalewu emigrantów?

- A może widać że przestrzeganie przepisów stało się ważniejsze od realizacji celów (którym miały służyć) i w konsekwencji jeszcze pogarsza sytuację Europejczyków?

- Czy zauważacie że Bruksela skupia się na własnym funkcjonowaniu, zamiast na świadczeniu usług?

- Dostrzegacie przepychankę o to: czy Bruksela ma być użyteczna Polsce, czy Polska Brukseli?

- Nie umknęło aby komuś, że jeszcze przed całkowitym zjednoczeniem państw Europy (do czego ją powołano) sama Bruksela zmieniła sobie cel na nowy, a konkretnie na likwidację państw narodowych i zmianę społeczeństwa w kierunku pożądanym przez globalizację?

- Nie powstały aby w Brukseli nieformalne grupy "które mają duży wpływ na jej funkcjonowanie, głównie w odniesieniu do zdobywania władzy i realizacji partykularnych interesów"?

Feliks Koneczny w "Państwo i prawo" zawarł spostrzeżenie na dzień dzisiejszy zdumiewająco aktualne:

"Biurokracja pcha społeczeństwo do rewolucyjności. Im znaczniejsze gdzieś stanowisko biurokracji, tym podatniejszy grunt dla prądów przewrotowych. O rewolucji można by powiedzieć, że jest emanacją biurokracji. Jakoż poucza historia, że rewolucja zwycięska urządza się jeszcze bardziej biurokratycznie. Wszelka biurokracja nosi in petto rewolucję; wszelka rewolucja wzmacnia biurokrację."

A wy dalej litujcie się nad emigrantami, może i emigranci ulitują się nad wami. Wątpliwe by zrobili to w Brukseli i na pewno nie zrobią tego w Berlinie. Dopiero widząc za emigrantami biurokrację, a za biurokracją ośrodek wyznaczający cele i wydający dyrektywy - macie szanse coś dostrzec w obrazku.

Juliusza Cezara to przynajmniej ktoś pamięta, ale kto wspomni o was?

Może jak Schauble obiecał - w książkach coś napiszą...

Bo jak nie wyjdzie im też z emigrantami, wymyślą coś jeszcze bardziej ekstrawaganckiego.

Nie ma zmiłuj.  Nowy Wspaniały Świat być musi i musi być nowy europejczyk globalnie przydatny.

My idziemy do lamusa historii razem ze swoimi państwami narodowymi.

KOMENTARZE

  • @Autor
    "W związku z globalizacją potrzebujemy innej formy międzynarodowego rządu niż państwo narodowe. Państwo narodowe już sto lat temu osiągnęło granice odnośnie monopolu regulacyjnego, a dzisiaj tworzymy coś nowego. Dość mozolnie, ale nie bez nadziei. Uczyć się możemy z naszych błędów i pomyłek i dlatego jestem wobec wszelkiego pogorszenia się kryzysu całkowicie zrelaksowany. Ponieważ jeśli kryzys się nasili, wtedy nasilają się możliwości przeprowadzenia zmian."

    Wbrew intencji Autora - jest to całkiem niegłupie zdanie. Cały problem w jego właściwym rozumieniu.

    Faktem jest, że państwa narodowe - to błędny kierunek rozwoju organizacyjnego skutkujący ZAWSZE konfliktami (o różnej skali).

    Natomiast jest pytaniem, co w zamian.
    Kierunek w którym idzie UE - jest jeszcze gorszy niż państwo narodowe - to trzeba zaznaczyć.

    Zatem dyskusja powinna iść w kierunku alternatywnych dróg rozwoju, a nie kierować się na oporze. A największym zagrożeniem jest dla nas zablokowanie dyskusji na ten temat - i to jest największe "osiągnięcie" manipulatorów.

    Natomiast fragment mówiący o zmianach , których stymulatorem będzie kryzys - jest oczywiste; właśnie na tej zasadzie Polska odzyskała niepodległość. Ważne, aby był ktoś, kto ma ideę przemian - tak, jak miał ją Piłsudski i po części Dmowski.
    Teraz też czas zacząć myśleć w tych kategoriach, a nie tylko bić pianę .
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:52:50
    Najwyraźniej mamy odmienne priorytety.
    Ja żyję nie w nieokreślonym miejscu w nieokreślonej przyszłości, a tu i teraz.
    Wskazuję na nienaturalność, nieformalność i bezprawność, wręcz zbrodniczą absurdalność procesu któremu jesteśmy poddawani.
    Ofiarami już są muzułmanie, mniejszości Bliskiego Wschodu, przypadkowi Europejczycy.
    Gdzieś tam w kolejce stoję ja, moja rodzina i rodacy. Europejczycy.
    Pojęcia nie mam czy i jeśli, to gdzie - stoi też Krzysztof J. Wojtas.

    Więc kto tu bije pianę?
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:52:50
    Posłuchajmy, jak "bije pianę" aktualny Wielki Brat w Ameryce.
    :)
    https://youtu.be/0pQ8Vo-vpMQ
  • @bjes 10:46:53
    Kto bije pianę? Bies i inne bjesi.

    PS. Daje się Pan manipulować hasłami narodowymi. Wszystkie chwyty są dozwolone.
    PS. Pan jak Kopacz - w przypadku ataku schowałby się do domu i zamknął drzwi?
    A później w kolejce do tej swojej, już określonej, przyszłości?
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:18:39
    Jak na razie to frazesami i pustosłowiem paskudzi tu Krzysztof J. Wojtas.

    Insynuacje proszę sobie darować, dowodzą ubogości argumentacji.
  • @bjes 21:42:03
    Jakoś nie odniósł się Pan merytorycznie do postawionych zarzutów i jeszcze śmie zarzucać ubogą argumentację.
    To wskazuje na zwykły trollizm, albo gorzej.
    Żenujący poziom typowy dla ignorantów i "ubogich duchem", a zmanipulowanych.
  • @Krzysztof J. Wojtas 22:45:36
    Znowu frazesy i pustosłowie w ramach obsrywania cudzego terenu.
    Kundlizmem się to nazywa.
    A z kundlizmem się nie dyskutuje.
    Dokładnie to samo choć nieco inaczej wyrażają inni, a wciąż do łebka nie trafia.
    :)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930